21 sie 2014

Print Room-owy kącik

W ostatnim czasie stronię jakoś od techniki decoupage. Nie chce mi się bawić z malowaniem i nakładaniem całego mnóstwa warstw lakieru. Tak jak pisałam niedawno, obiecałam, że powykańczam prace, które zaczęte leżą gdzieś pochowane po szafkach. Tak też było z dzisiejszymi przedmiotami. Przyczyną tego, że leżały przez kilka miesięcy niedokończone było coś, co mnie doprowadzało do szału, a mianowicie wstrętna bejca. Zarówno stare pudełko na wino, jak i stara zniszczona lampka wykończone były bejcą, której ktoś nie żałował, a która wniknęła na tyle głęboko, że stanowiła istne utrapienie przy kolejnych próbach jej zamalowania. Pudełko i lampkę poddałam niewielkiemu ale intensywnemu prysznicowi, który zdawało mi się wypłukał z nich nadmiar barwnika. Ale gdzie tam! Jedna, druga, trzecia warstwa białej farby a żółto-brunatny kolorek i tak przeświecał. Gdy już wydawało mi się, że uporałam się z nią przynajmniej na pudełku i je ozdobiłam, po nałożeniu lakieru kolorek znów wyszedł miejscami (ku mojej rozpaczy). Zatem pomalowałam białe miejsca jeszcze raz i jeszcze raz. Jako tako się udało ale i tak nieco jeszcze prześwituje. Pudełko miało zostać i tak u mnie więc się tym już nie przejmuję, bo widać to w niewielkim stopniu (ale wciąż widać!). Na zewnątrz pudełko jest ustatkowane, a w środku zadziorne (użyłam techniki Shabby Chic).
Co do lampki, należała ona do poprzedniej właścicielki mieszkania i szkoda mi ją było wyrzucać. Na początek musiałam oczyścić i przeszlifować wszystkie metalowe elementy, które ze starości nieco zardzewiały i pokryły się warstwą jakiegoś tlenku. Dzięki temu odsłonił się prawdziwy złoty kolor metalu. Co do bejcy, zaryzykowałam i pomalowałam drewniane elementy białą farbą do malowania lamperii i metalu i...podziałało!!! Na to znów farby akrylowe i szpetna bejca nie wylazła na wierzch, ale męczyłam się z tym sporo. Uratowałam w ten sposób lampkę od wyrzucenia na śmietnik.


 Ostatecznie w kąciku pokoju odnowione pudełko, które może posłuży za pudło na biżuterię i lampka stanowią sympatyczną ozdobę. Planowałam jeszcze odnowić abażur i zrobić nowy z tasiemek atłasowych ale na razie mam dość i lampka zostanie ze starym abażurem. Technika jakiej użyłam do ozdobienia lampki i pudełka nazywa się Print Room, gdzie motyw (zazwyczaj czarno-biały) oddziela dwie części przedmiotu pomalowanych w dwóch różnych kolorach.
Zapraszam do fotorelacji. Dla zobrazowania przemiany, wrzucam też zdjęcia lampki przed przemianą.

Jak wam się podoba? Zachęcam do komentowania.

Lampka przed:

Lampka i pudełko po:
















16 sie 2014

Metalowe zakładki do książek cz.2

Dzisiaj druga odsłona metalowych zakładek do książek. Zakładki te budzą zainteresowanie choćby z tego powodu że wielu ludzi nie kojarzy takiego przedmiotu właśnie z zakładką. Część 1 możecie obejrzeć TU.

Nie przeciągając już dłużej zapraszam do fotorelacji:

1. Kryształowa


2. Zielone gałązki

 3. Fioletowe gałązki

 5. Na złoto




13 sie 2014

Chrupiące gwiazdeczki

Będąc nad morzem miałam okazję spróbować chrupiących ciasteczek z ciasta podobnego do naleśnikowego smażonych na oleju za pomocą specjalnej foremki na patyku...pycha! Chrupiące i...kaloryczne ale posypanym cukrem pudrem nie można się oprzeć. Ciasteczka smażył pan, który pracował w ten sposób. Postanowiłam, że w domu sprawdzę na serwisie aukcyjnym czy jest coś takiego do kupienia i było, ale niewiele taniej. Gdy tak przyglądałam się tym kilku aukcjom nagle mnie olśniło...(dobrze, że chociaż po czasie):przecież ja znam takie ciasteczka...babcia je robiła jak byłam mała! Jeden telefon do babci potwierdził moje mgliste wspomnienia. Babcia taki sprzęt w ilości 1 szt posiadała kiedyś, ale czy nadal posiada, to była zagadka. 2 tyg. później dostałam foremkę i upiekłam całą stertę ciasteczek, które zniknęły jeszcze tego samego dnia...mniam. (na drugi dzień zostało ledwo kilka sztuk ale te już nie były chrupiące). Jeden wniosek jest taki: jeśli chcę powtórzyć ten smaczny wyczyn, to na pewno muszę się zaopatrzyć przynajmniej w jeszcze jedną foremkę, bo jedną można się zarobić na śmierć. Efekt pyszny, ale czasu szkoda przy jednej foremce. Poniżej efekt mojego smażenia ciasteczek rozetek. Dzieciaki szaleją na takie ciasteczka. Możecie się pooblizywać :).




12 sie 2014

Zakładki decoupage do książek - cz2

     Witajcie. Zaszyłam się na 2 tygodnie na wsi z dzieciakami i czerpałam z wiejskiego życia przede wszystkim ciszę, powietrze, przestrzeń z dala od zgiełku miasta. Pogoda dopisała i prawie całymi dniami siedzieliśmy na dworze. W takiej sielskiej scenerii jedynymi pracami ręcznymi okazała się przepierka brudnych ciuszków od dzieci, plewienie chwastów, przycinanie drzewek i krzewów oraz koszenie trawy. Efektów nie można nigdzie pokazać ani sprzedać, ale wbrew pozorom takie prace ręczne sprawiają mi niesamowitą przyjemność bo od małego nauczona jestem grzebania w ziemi- efekt posiadania ogródka i wizyt na wsi u rodziny. Zabrałam ze sobą oczywiście jako prawdziwa maniaczka rękodzieła  swoje sprzęty w postaci szlifierki, wiertarki, farb oraz tykw do obróbki, ale niewiele mi się udało zrobić. I tak pozostanie mi w domu dokończyć te prace. Za jakiś czas pokażę efekty, a obiecuję, że będzie co oglądać.

      W te lato zwolniłam tempa chociaż jest kilka prac, którymi z wami się chcę podzielić. Na początek jeszcze nieco już starsze rzeczy, ale zorientowałam się, że do tej pory nie umieściłam wszystkich zakładek do książek, które wykonałam. Dzisiaj zatem druga odsłona tych zrobionych techniką decoupage. Część 1 możecie obejrzeć TU.
 Wszystkie zakładki pokazuję z obu stron.


1. Motoryzacyjny vintage




  2. Kolorowe rożki kwiatowe




3. Niebieskie wzory





 4. Greccy bogowie