30 maj 2014

Mrugnij oczkiem, kiermasz, wyróżnienia i inne takie tam

Wyjeżdżam dziś na wyczekiwany urlop nad morze. Mam nadzieję, że pogoda dopisze. Zanim jednak wyjadę , podzielę się z wami nowościami.

W zeszłą sobotę byłam na kiermaszu na Wall Stret Festival w Świętochłowicach. Było 60 wystawców rękodzieła, imprezy w postaci ulicznej bitwy tanecznej w breakdance, zawody w koszykówce, całodzienne koncerty uwieńczone wieczornym koncertem Brodki (na którym już nie byłam), malowanie sprayem muru przez dzieci, młodzież i seniorów. To tak w skrócie o tym, co się działo na tej imprezie. Za rok tez planuję się zapisać na ten kiermasz, bo było super i cały dzień do kiermaszu docierała świetna muzyka.

Poniżej zdjęcie z kiermaszu:


Powstały też kolczyki, które przypominają oczy.
Mamy więc póki co żółte i czerwone oczka. Mam jeszcze więcej takich koralików- oczek w innych kolorach i kształtach, ale nimi zajmę się jak wrócę.



Kolejne kolczyki z muszelek i koralików Preciosa:


Kolczyki wire wrapping ze  zwykłymi kryształkami:


Prosty wisior z turkusem na sznurku (nie znam się na nazwach sznurków więc nie napiszę jaki to):


I decoupage-owe serducho z wykorzystaniem techniki shabby chic.


I na koniec zdjęcie dzbanka np. na herbatę, który mnie urzekł. Dzbanek ceramiczny szkliwiony zrobiony ręcznie stał na stoisku obok mnie. Muszę wam o tym stoisku napisać, bo te ręcznie robione rzeczy z ceramiki były na prawdę piękne. Zakupiłam na nim prezent dla mamy i teściowej w postaci miseczek na Dzień Matki. Rzeczy były na prawdę piękne, a zrobione zostały przez osoby niepełnosprawne jak się potem dowiedziałam. Panie, które sprzedawały, to dwie pasjonatki, które prowadzą zajęcia w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci w Świętochłowicach i to pod ich okiem powstają takie cuda. W życiu bym nie powiedziała, że to zrobiły jakieś osoby niepełnosprawne, bo wyglądały te rzeczy bardzo profesjonalnie. A ten dzbanuszek...ech. Nie kupiłam ale przynajmniej zrobiłam fotkę. 


Na koniec trochę chwalipięctwa:
Po pierwsze dostałam wyróżnienie w Szufladzie (TU) za mój domek. Bardzo dziękuję.


Po drugie zostałam wybrana do nagrody pocieszenia w  Candy na blogu http://koralikimoniki.blogspot.com , za co też bardzo dziękuję. Nie umiem się doczekać, co też Monika przygotuje dla mnie za nagrodę pocieszenia.

Do widzenia za dwa tygodnie!!!



20 maj 2014

Wymarzony domek

20.05
Wpis robię na szybko bo swoją pracę zgłaszam do wyzwania w Szufladzie pt. Dom. Źle się czuję, resztę fotek i opis będzie jutro, a historia ciekawa. Domek całkowicie zrobiony przeze mnie z zapałek, płyt i korka.


21.05
Tak jak obiecałam dopisuję resztę. Ten domek ma już swoją historię. Zrobilam go już daaaawno temu, ale od jakiegoś czasu chciałam się tu nim podzielić ponieważ też stanowi wytwór moich rąk. 
Domek ma wartość sentymentalną zarówno dla mnie jak i mojego męża, gdyż zrobiłam go dla niego jak jeszcze nie byliśmy małżeństwem z okazji którejś rocznicy naszego "razem". 
Żeby nie było, całość wykonałam na sklejonym stelażu z płyt pilśniowych oraz z korka i zapałek.
Jak się ma w głowie różne pomysły i zakochane serce, to potem daje się zamiast jakichś standardowych prezentów swojemu mężczyźnie domek z zapałek :)))
 Wracając do samego domku, nie jest on taki zwyczajny... jakaś bryła i obklejenie. Gdzieś w dkumenty mam do niego plany budowlane. W owym czasie byłam w trakcie studiów na Wydziale Budownictwa i to odbiło sie na tym domku. Skomplikowałam go sobie w ten sposób, że zamiast  po prostu zrobić, planowałam, żeby odpowiadał wymogom budowlanym. Domek jest zatem w skali (z tego co pamiętam to 1:75) w tym drzwi, okna i główne wymiary. Zapałki, żeby sobie jeszcze skomplikować tez mają swoją długość w skali, która odnosi się do wymiarów jednego z pustaków, rozstaw ścian, pochył dachu, wymiary wewętrzne- wszystko wg zasad projektowania budowlanego. W środku zaplanowałam sobie pomieszczenia takie jak wiatrołap, pokoje w tym gościnny, łazienki i toalety, klatka schodowa. Np. małe okienko od tyłu domku (takie nieco wyżej) to okienko, które ma doświetlać  schody.
 Obecnie zmieniłabym położenie drzwi, bryłę też i....dodałabym komin, bo o nim zapomniałam. 
Widzicie więc jak ekstremalne pomysły się pojawiają , gdy człowiek jest zakochany :)







17 maj 2014

Tykwa doniczka i wyniki Candy

Dzisiaj będzie długi post. 

Zapewne czekaliście już na wyniki Candy urodzinowego. Cały tydzień element losujący w postaci ręki mojego synka był razem z resztą mojego synka w przedszkolu :) albo mnie nie było w domu. Ale w końcu cała maszyna losująca ruszyła.

Na początek dziękuję za udział w zabawie i za wasze komentarze. Okazuje się, że nie stawiałyście jakoś głównie na jeden rodzaj moich prac. Zdziwiło mnie to ale i ucieszyło, że każdy ma swoje typy i każdemu podoba się co innego. Przez Was nie zdecyduję się, czego robić więcej :).
 Dziękuję za udział zarówno tym, którzy obserwują mnie od dawna, jak i tym, którzy dołączyli się do mnie dzięki zabawie. Na razie nie komentowałam nic na waszych blogach, ale zajrzałam do każdego choćby po to, żeby sprawdzić, czy spełniłyście warunki zabawy. Dzięki tym wizytom odkryłam wasze piękne światy. Obiecuję do nich zajrzeć w następnym tygodniu, bo zajmujecie się bardzo ciekawymi rzeczami.

Żeby was jeszcze potrzymać w niepewności i podkręcić atmosferę, dodam, że dla zwyciężczyni (bo panowie się nie zgłosili do zabawy) przygotowałam jeszcze dwa małe upominki.

Pierwsze to małe kolczyki do kompletu z bransoletką.




Drugie to jeden z dwóch uniwersalnych balsamów firmy Oriflame (czekoladowy lub karmelowy).



A oto i losowanie:

Bęben maszyny losującej jest pusty, a losy leżą obok...


...losy zostają zawinięte... 



...następuje wrzucenie losów do bębna tykwowej maszyny...


...losy w środku bębna...


...element mieszająco-losujący zostaje uruchomiony i...


...zostaje wyłoniony zwycięski los!


Zwycięża ConPanna!!!

Gratuluję!!!

 Zajrzyjcie koniecznie do ConPanny (TU), bo robi prześliczne kartki, albumy i zaproszenia. Obserwuję to co robi od dawna.

Zwyciężczynię proszę o kontakt mailowy (adres plus wybór balsamu). Pozostałym uczestniczkom zabawy zarówno tu na blogu jak i tym z Facebooka bardzo dziękuję oraz zapraszam do odwiedzania i komentowania.

A na koniec chwila dla mojej wyobraźni. Miałam ambitne plany dla pewnej tykwy. Po rozcięciu okazało się, że gdzieś jakiś mały robaczek zrobił sobie korytarzyki. Szkoda mi było jej wyrzucać, więc zimą robiła za karmnik dla ptaków. Na sikorki czekał kawałek słoniny i ziarenka. Zima była ciepła, więc ptaszki sporadycznie przylatywały. 


Potem szkoda mi było jej wyrzucać, ale do domu też nie chciałam jej brać. Więc postanowiłam zająć się robaczkiem i go udusić w farbie i lakierze, gdziekolwiek by się nie znalazł :). Wymyśliłam, że  zrobię sobie doniczkę. Wycięłam kształt, pomalowałam na kolory będące mieszanką fioletu, brązu i bieli. W środku pomalowałam grubo gęstą farbą do lamperii, a z zewnątrz zabezpieczyłam ponoć odpornym na różne warunki pogodowe lakierem. Środek wyłożyłam grubą folią , potem drugą jeszcze grubszą spięłam do kształtu tykwy i wypełniłam ziemią z piachem. Na koniec wysiałam lawendę, bo ponoć takie podłoże lubi i postawiłam na balkonie. Zobaczymy, czy wyrośnie. Jeśli tak, to będzie pasować kolorem do doniczki. 
Poniżej zdjęcia. Trudno było oddać kolory.







Doniczkę-tykwę zgłaszam na wyzwanie majowe w Szufladzie:"Otwórz szufladę- doniczka"





11 maj 2014

Rubinowa księżniczka i moje tegoroczne maleństwa

     Dawno nie było u mnie nic tykwowego. Starsi obserwatorzy zapewne pamiętają Akwamarynową księżniczkę (TU). Rubinowa księżniczka to młodsza siostra tamtej. Jest nieco niższa i bardziej pękata, ale równie strojna. Tykwa mini bottle po raz drugi stała się ozdobnym pojemniczkiem na biżuterię, a konkretnie na pierścionek gdyż gąbeczkę w środku przygotowałam tak, żeby szło w nią lekko włożyć właśnie pierścionek. Tym razem wieczko jest całkowicie osobno. W dużych otworkach umieściłam tym razem czerwone fasetowane koraliki, a całość oplotłam ślicznie odbijającymi światło czerwonymi i złotymi koralikami Preciosa oraz czerwonymi Super Duo. Nazwa zatem i tym razem odnosi się do kolorystyki. Zarówno w trakcie tej pracy jak i po jej ukończeniu stwierdziłam, że wystarczy już tych koralikowych tykiewek, bo roboty przy tym jest co niemiara. Wybieram za każdym razem najbardziej kształtną i najbardziej symetryczną, ale to jest tylko roślina więc nie jest idealnie symetryczna w każdym kierunku. To powoduje, że dopasowanie ilości koralików trzeba jakoś wyśrodkować, żeby nie wyglądało to pokracznie no i kombinowanie z tym jak je dopasować do kształtu zabiera mnóstwo czasu. Trzeba było kilka razy "pruć" pracę, bo coś było za luźno lub za ciasno. Dość. Dwie takie tykwy wystarczą. Na pewno jest to coś niepowtarzalnego i nadaje się na prezent samo w sobie lub z zawartością. Zatem drogie panie (bo panów niestety tu jak na lekarstwo) możecie taki pomysł swoim drugim połówkom podsunąć na prezent jeśli wam się podoba :)

A może ktoś mi wyjawi dlaczego Blogger niektóre zdjęcia wsadza obrócone? :( Nie wiem jak temu zaradzić dlatego kilka z tych zdjęć zamiast poziomo, sobie stoi.











    Na koniec zdjęcia moich tegorocznych maleństw czyli wysianych do doniczek tykw. Tym razem wyrosło wiele i szybko. Wysadziłam 6 rodzajów, przy czym pierwsze były stare i wiedziałam, że raczej nie wyrosną, drugie były z moich nie do końca zdrewniałych tykw cobra z zeszłego roku. Nasiona były słabej jakości i też nie wyrosły, ale tych mi nie było żal. Pozostałe, które wyrosły to tykwa pospolita Lagenaria i Birdhouse o kształtach butelkowych oraz tykwa Martin House (na 5 wyrosła 1 zdrowa) o kształcie gruszki i bardzo ciekawa Bushel Basket o kształcie...kuli. Zamierzam je wysadzić do ziemi za tydzień (oby "zimna Zośka" przyszła w środku tygodnia), a potem będzie niecierpliwe czekanie czy, co i ile z nich wyrośnie. Problemem jest to, że działka jest 100km stąd i doglądać ich mogę raz na kilka tygodni bo niestety nie mam ogródka i mieszkam w bloku :( A potem zbiory. Oby tym razem przymrozki nie przyszły tak wcześnie jak w zeszłym roku, co zniszczyło wielu uprawiającym tę roślinę plony, także mnie. Zobaczymy.





( Znowu bokiem zdjęcie!!!! Ratunku!!! :) )


7 maj 2014

Motorkiem do Włoch

   Dzisiejsze kolczyki to nie do końca "poważna" praca. Bardziej śmieszna niż poważna. Pamiętacie bransoletkę Italia (TU)? Dla tej samej osoby zrobiłam do kompletu kolczyki-motorki w technice wire wrapping z wyplecionym z koralików bagażnikiem. Chciałam, aby motorki były małe, jednak ich minimalizacja się nie powiodła, za to przynajmniej osiągnęłam cel: motorki nie wyglądają jak rowerki :). Właścicielce się bardzo spodobały, ale z racji swoich nietypowych i dość sporych rozmiarów stanowić będą element gadżeciarski. 
     A skąd pomysł na motorki? Właścicielka bransoletki i tych kolczyków jeździ na motorze i do tego z mężem i w gronie znajomych robią takie wyprawy wakacyjne. Jednym z miejsc przez nich odwiedzanych na motorach są właśnie Włochy. Fajnie, co? Kobieta na motorze! Mnie to się jedynie skuterek marzy, bo większe pojazdy dwuśladowe choć piękne i szybkie, budzą we mnie mimo wszystko lęk. Z góry wybaczcie mi jakość zdjęć, ale miałam ledwie chwilę, żeby je sfotografować i jakoś ani tła, ani światła nie umiałam tym razem dopasować. Co do szczegółów, to kołami są turkusy, a z przodu kierownicy znajduje się koralikowy reflektorek. 




Przy okazji witam wszystkich nowych obserwatorów. Bawcie się u mnie dobrze. Miło mi będzie, jeśli pozostawicie po sobie jakieś komentarze. To zawsze motywuje, a niektóre uwagi pozwalają na ulepszanie prac.




4 maj 2014

Metalowe zakładki do książek cz.1

     Dzisiaj kolejna dawka zakładek. Ale tym razem postanowiłam pokazać, co dodałam do metalowych baz o różnych kształtach i kolorach.

1.  Zawieszka w stylu vintage (mnie się tak przynajmniej kojarzy)
 

 

2. Paryż nocą. Wieża i koralikowa zawieszka- gwiazdka



3. Biała kulka tzw.:"beaded ball" z zawieszką "follow Your heart", bo przecież w czytanie książki angażujemy i umysł i serce.


4. Dla wielbicieli kotów i nie tylko- kotek i kuleczka, za którą może się uganiać 



5. Słoneczna i złota



Jeszcze będą dwie odsłony różnych zakładek. Gdyby któraś, komuś...piszcie.

Przypominam, że tylko do wtorku do północy trwa Candy. Uszczknę Wam tajemnicy, że do bransoletki dołożę jeszcze drobny upominek.